Kości i kocimiętki, rozdział 1. Świeży trop

Czarny helikopter przewiewany nocną, chłodnawą bryzą bezgłośnie piął się pomiędzy drapaczami chmur. Czarny kształt kierował się ku obrzeżom New Atlantic, a ci, którzy, obserwując ze swych okien rozświetloną neonami metropolię, dostrzegali zarysy tajemniczego wehikułu, w milczeniu odwracali wzrok. Nie wiedzieli, do kogo on należy, a chęć uzyskania tej wiedzy obumierała w zderzeniu z brutalną świadomością tego, iż New Atlantic zamieszkiwało zbyt wielu zbyt potężnych, by wpychanie nosa w nieswoje sprawy mogło dla niewtajemniczonych być w jakimkolwiek stopniu zdrowe.

Kości i kocimiętki

Rozdział 1. Świeży trop

tagnone

4 (4)

4 (4)

Było to trzysta tysięcy kilometrów kwadratowych aglomeracji umieszczonej na wielkich płytach wwierconych w płaszcz Ziemi, na środku oceanu — New Atlantic. Niezależne miasto będące symbolem przyjaźni między Stanami Zjednoczonymi a Europą, wzniesione w 2028 roku w reakcji na triumf międzykontynentalnej społeczności naukowej, która powstrzymała globalne ocieplenie i zapewniła cywilizacjom ziemskim możliwość dalszej egzystencji przez kolejne milenia.

Czarny helikopter przewiewany nocną, chłodnawą bryzą bezgłośnie piął się pomiędzy drapaczami chmur. Czarny kształt kierował się ku obrzeżom New Atlantic, a ci, którzy, obserwując ze swych okien rozświetloną neonami metropolię, dostrzegali zarysy tajemniczego wehikułu, w milczeniu odwracali wzrok. Nie wiedzieli, do kogo on należy, a chęć uzyskania tej wiedzy obumierała w zderzeniu z brutalną świadomością tego, iż New Atlantic zamieszkiwało zbyt wielu zbyt potężnych, by wpychanie nosa w nieswoje sprawy mogło dla niewtajemniczonych być w jakimkolwiek stopniu zdrowe.

Trzymającą się poręczy helikoptera 24-letnią Agathę Carmichael miasto owo nazywało Fever — gorączką, ponieważ gdy przystępowała do akcji, mogłeś mieć pieprzoną pewność, że gdzieś w New Atlantic wkrótce zaistnieje bardzo ostry stan zapalny. Kobieta ta była operatorką na usługach tzw. Psa — szefa potężnej, półlegalnej organizacji zajmującej się wyszukiwaniem osób ukrywających się w obrębie aglomeracji. Gdy rozsiani po metropolii agenci Psa złapali trop, centrala dysponowała operatora, by ten dokonał zabezpieczenia celu pod ekstrakcję.

— Dwie minuty do Kalli — rozbrzmiał rezonujący głos pilota wzmocniony przez laryngofon. Pięćdziesięciosześcioletni Szkot Kevin McFael był doświadczonym pilotem wojskowym, który na emeryturze dorabiał jako najemnik Psa, najemnik, na którym można było zawsze polegać. Pewne doświadczenia z wojska, o których Kevin bardzo mało opowiadał, sprawiły, że na ogół był bardzo zdystansowanym, małomównym twardzielem. Jako mężczyzna skupiony na rzetelnym wykonywaniu zadań mu zleconych i dbaniu o bezpieczeństwo współpracowników poprzez zapewnianie im stabilnej łączności oraz możliwości natychmiastowej ekstrakcji był bardzo ceniony przez Fever, z którą zaliczył już tuzin misji.

— Byle lokalna patola nie zorientowała się, że węszę. Cel to zawodowy cyngiel, więc wolałabym nie przeżywać powtórki z Papassy — zagaiła Fever.

— Kalla od lat nie widziała niebieskiego, więc nie będą ci wchodzić w drogę, o ile nie będziesz wtykała nochala w nieswoje. Nawiąż kontakt z agentem, wyniuchaj cel, zaknebluj chujowi paszczę i zabieramy go do budy. Specjalnie pod Kallę wziąłem koreańskiego Sanyanga RH-139 Slayer. Osiem asymetrycznych łopat w wirniku Fenestrona i dalekodystansowe kamery termowizyjne. Znajdę ci miejsce pod desant, którego Kalla nawet nie usłyszy, Agatha. Ty po prostu, jak zwykle, rób to, co idzie ci najlepiej.

Kobieta skinęła głową, wykonując głęboki oddech na uspokojenie. Kevin dobrze wiedział, co robi. Sięgnęła do swojej szafki wyciągnęła z niej czarny pistolet półautomatyczny z tłumikiem. Przypięła broń do pasa, dopięła ostatni zamki swojego kombinezonu i założyła kask z modułem radiołączności, noktowizorem oraz termowizorem.

— Dziesięć sekund.

Śmigła bezgłośnie opadającego pomiędzy starymi, rozlatującymi się wieżowcami dzielnicy Kalli wprawiały Fever w lekki trans. Kalla to było kilkanaście kilometrów kwadratowych starych kamienic, zrujnowanych wieżowców, bagien oraz podziemi, w których funkcjonowały dawniej magazyny niebezpiecznych substancji — metropolia wolała trzymać je z dala od centrum. Dzisiaj dzielnica ta zarządzana była przez potężne osoby prywatne prowadzące w niej swoje interesy. O dziwo, ludzie tamci wprowadzili w niej na tyle ładu, że zawsze niechętna do interweniowania tutaj policja mogła skupiać się na utrzymywaniu porządku w bardziej go pożądających dzielnicach aglomeracji, a i złomiarze zastanawiali się trzy razy przed pożyczeniem czegoś na sprzedaż w skupie. Nawet Fever, specjalistka Psa od spraw trudnych, nieczęsto zaglądała do Kalli. Za każdym razem, gdy potrząsała długimi, białymi włosami w przypływie świadomości, że złośliwy los znów ją tam zaprowadził, słyszała swój własny głosik z tyłu umysłu pytający ją: „Co ty tu, kurwa, robisz?!”.

— Jesteśmy na miejscu — zabrzmiało z kabiny pilota. — Dżi-pi-es wskazuje około dwustu pięćdziesięciu metrów na północy wschód. Kontakt przed knajpą z kebabem…

— …Knajpa „Wióry”. Pamiętam, Kev. — Fever przypięła się do linki desantowej. — W razie czego kontakt na szyfrowanej sześćdziesiątce piątce. Hasło ratunkowe… „wolę gyrosa”.

Zanim kobieta zdołała wyskoczyć z helikoptera, poczuła na ramieniu ciężar cudzej dłoni. Obok niej stał Kevin z jakimś niepokojem w oczach. Pilot zdjął jej kask, po czym się nachylił ku jej uchu.

— Od kilkunastu minut radio odbiera nieusuwalne przez regulację szumu zakłócenia. Przypominają działanie starych podsłuchów militarnych jeszcze z czasów służby wojskowej. Słuchaj… — Mężczyzna otworzył swoją szafkę i wyjął z niej pistolet maszynowy, który wręczył w milczeniu przetwarzającej jego słowa Fever. — Jak mówiłem wcześniej, nie boję się o kallańczyków, ale ogółem coś wisi w powietrzu. Nazwijmy to intuicją weterana. Pamiętaj, że przezorny zawsze ubezpieczony, Agatha!

Kobieta poczuła delikatne uniesienie w klatce piersiowej.

— Ojej! Martwisz się o mnie? — Fever uśmiechnęła się drażniąco. Zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji, ale mimo to albo właśnie dlatego w takich chwilach lubiła rozładowywać nastroje humorem. — Taki twardziel? Czuję się wyróżniona!

Pilot przewrócił oczyma:

— Po prostu… bądź ostrożna. Dobrze?

Fever umieściła pistolet maszynowy na plecach i przytakując, założyła z powrotem kask.

— Za dwie godziny stawiam nam tequilę u „Wujka Enrique”. — Kobieta oddała pilotowi salut i puściła oczko, po czym zniknęła w czeluściach chłodnych mas powietrza nad Kallą.

Był to pięciosekundowy zjazd sponad trzydziestu metrów, z czarnego kształtu zawieszonego pomiędzy słabo oświetlonymi wielkimi wieżowcami mieszkalnymi. Tego nikt nie mógł się spodziewać. Taki był plan; zanim ktoś się spostrzeże, jest już dawno posprzątane po operatorach Psa. Gdy kobieta uderzyła o popękany żelbet alejki wiodącej między wieżowcami, szybko odpięła się od linki desantowej, którą następnie niezwłocznie wciągnął Kevin. Wystawiwszy kciuk na znak „OK”, kobieta włączyła noktowizor w kasku i szybkim krokiem ruszyła na północ, niemal bezgłośnie stąpając pod popękanej starej jezdni obsypanej tak wrakami, jak i używanymi przez lokalną patolę starymi samochodami.

W przeciwieństwie do pozostałych części New Atlantic, gdzie drapacze chmur świeciły się o każdej porze dnia i nocy jak psu jajca, ruiny zamieszkiwane przez kallańczyków przywodziły na myśl jakieś dziwaczne wyobrażenia spomiędzy jawy i snu. Fever nie była pewna, jak nazwać dziwne odczucie z obserwowania wielkiego wieżowca, w którym paliło się zaledwie kilka świateł. Co było w pozostałych pomieszczeniach? Atmosfery przytłaczającej ciszy nie usuwała nawet tandetna muzyka dyskotekowa słyszana tu i ówdzie z mniejszą lub większą głośnością, tak jak odgłosy okolicznych kłótni. Same ulice z dawno niezasilanymi lampami były niemal zupełnie czarne.

Jezdnia nieregularnie opadała, opuszczając miejską wysepkę dziwacznych ruin wieżowców i ciągnęła się między obdartymi z trawy pagóreczkami ku brzegowi bagien wyściełających północną Kallę. Piętnaście lat temu jedna z platform, na których zamontowane jest New Atlantic, zadrżała przez pół minuty. W rezultacie północna część Kalli uległa podtopieniu, a południowa odczuła destruktywne wstrząsy łamiące infrastrukturę. Domy nad głową straciło jakieś 40 tysięcy mieszkańców. Miasto zadecydowało wówczas o modernizacji Grzebienia, czyli systemu łączeń platform z podstawami wmontowanymi w płaszcz planety, w którym pozyskiwano też energię geotermalną dla New Atlantic. Uchodźcy natomiast zderzeni z mieszkańcami południowej Kalli zrujnowali resztę dzielnicy i przeistoczyli ją tak w zaczątek dzisiejszego cmentarzyska cywilizacji.

Przed brzegiem bagna świeciły neonowe obrysy stacji paliw przeistoczonej w kontrastującą pod każdym względem z otoczeniem knajpę „Wióry”, w której można było ponoć skosztować najlepszego kebabu w całym mieście. Mimo godzin okołopółnocnych lokal wypełniony był klientami, szumem rozmów i odgłosami sztućców stukających o tanią ceramikę. Mieściło się w nim dobrych dwadzieścia osób, które z racji komercyjnego wybrakowania Kalli na ogół zmuszeni byli pożywiać się właśnie kebabem z „Wiórów” i jakimiś gówna wartymi zamiennikami jedzenia z okolicznych sklepów i innych pseudorestauracji.

Fever złapała się za głowę:

— Kurwa!

— Problem? — zatrzeszczał w kasku głos pilota.

— Miałam skontaktować się z agentką bez wiedzy osób trzecich, a knajpa wypełniona jest w tej chwili patolą z Kalli. — Fever przykucnęła i zapaliła papierosa. — Jak tylko tam wejdę albo ktoś mnie przyuważy, pójdzie afisz, że Pies kogoś węszy. Możesz puścić agentce pinga na ogar, żeby przestała się drapać po piździe?

— Chwila… Poszło, ale pingback pokazuje, że…!

Fever nie dosłyszała reszty wypowiedzi, gdyż poczuła szarpnięcie czegoś ciężkiego o jej kask. Zaraz po tym rozbrzmiało przeładowanie karabinka automatycznego za nią.

Kobieta bez słowa uniosła powoli ręce, wsadziwszy papierosa do ust po ostatnie zaciągnięcie się dymem, po czym zaczęła się obracać, gdy jej umysł odnalazł w zasobach pamięci krótkotrwałej niedawno ustanowione z Kevinem hasło ratunkowe. Gdy jeden z intruzów ściągał jej kask, Fever się uśmiechnęła:

— Co by nie mówić, od kebaba wolę gyrosa.

Było to pięciu ubranych w ciemnopurpurowe kombinezony taktyczne mężczyzn w czarnych kominiarkach, z białym A na piersiach i pagonami z oznaczeniami stopni. Otoczyli ulicę półokręgiem, w rękach nowiuteńkie Versace 1510, następca karabinku M4A1. Jeden z nich, z tyłu trzymał lufę u potylicy młodej, drżącej dziewczyny z workiem na głowie. Gdy tylko długie, białe włosy Fever zaczęły ulegać podmuchom atlantyckiej bryzy, stojący przed nią mężczyzna zdjął swoją kominiarkę, ujawniając naznaczoną bliznami facjatę łysola obeznanego w walce ulicznej.

— Arsenał… — ziewnęła Fever. — Niucham dla Psa, nie dla niebieskich, więc czemu stroszycie sukienki?

— Pani Fever myśli, że jest taka cwana z tamtym hasełkiem?

Arsenał był najpotężniejszym gangiem w Kalli, bo tylko tak można nazwać ten koncern zbrojeniowy. Działali na płaszczyźnie publicznej, zawiązując z przedstawicielami władzy umowy na dostęp do broni właściwie każdej klasy. Nie dość to, sprzedawali również broń w licznych punktach detalicznych w New Atlantic, a od upadku Kalli przejęli technicznie władzę nad dzielnicą i to dzięki nim, przyznać trzeba, panował tam mimo wszystko porządek. W rzeczywistości Kalla była monitorowana przez nowoczesną technologię oraz patrolowana przez najemników; w zamian Arsenał miał dostęp do całej dzielnicy, gdzie urządził swoje poligony, magazyny, laboratoria oraz punkty sprzedaży czarnorynkowej, gdzie obracali bronią, której sprzedać legalnie nie wolno im było. Żołnierze, najemnicy, biznesmeni — ot, czysty Arsenał. Mimo wielobarwności dla Arsenału liczyła się przede wszystkim jego przyszłość i dlatego, jeśli wiedziałeś, jak rozmawiać z jego przedstawicielami, właściwie każdy problem nagle się rozwiązywał.

Łysol wyciągnął z kieszeni mały pilocik, a następnie nacisnął jeden z jego przycisków. Klik!

Momentalnie noc przemieniła się w dzień, gdy niebo rozświetliła ognista łuna, a fala uderzeniowa przeszyła wszystkich obecnych na miejscu paskudnymi wibracjami i roztrzaskała szyby w okolicznych budynkach, w tym w knajpie z kebabem, gdzie ludzie padli na ziemię. Nieboskłon został przeszyty przez spadający jak kamień, płonący wrak helikoptera.

— Kevin! — ryknęła Fever, czując gromadzące się w jej oczach kwaśne łzy. W ostatniej chwili, nim rzuciła się ku miejscu między blokami, gdzie spadł helikopter, poczuła na karku silną rękę i palce, którymi stojący przed nią mężczyzna ściągnął do bólu jej włosy, stawiając ją na palcach stóp. — Zapierdolę cię, wyleniały skurwysynie!

— Stul pysk, szmato! — Łysy mocniej zacisnął palce na włosach kobiety. — Otrzymaliśmy od twojego pracodawcy kody dostępowe do modułu samozniszczenia helikoptera oraz zadanie sprowadzenia cię do jego kwatery za zdradę. Żywą lub martwą.

— Zdradę?! — syknęła Fever. — Co ty…!

— Nie skończyłem! — warknął napastnik, po czym zwrócił się do swoich kolesi. — Mieliśmy zobaczyć, ile osób jest zaangażowane w jej zdradę, a następnie je wyeliminować. Teraz już wiemy. Agentka też już nam niepotrzebna.

Mężczyzna wypuścił Fever z rąk, pozwalając jej upaść na kolana, a sam skierował lufę swojego karabinka na głowę drugiej kobiety. Ciszę przeszył strzał, a noc — błysk. Krótka fala uderzeniowa przeszła przez brzuch Fever, która zakrywała twarz dłońmi, słysząc dudnienie swojej krwi w uszach i niknące przez kilka sekund echo wystrzału. Gdy zwłoki drugiej kobiety opadły na ziemię, łysy mężczyzna zawołał:

— Zatem pytanie do ciebie teraz brzmi, czy będziesz grzeczna, czy chcesz już teraz dołączyć do swoich ziomków?

Kobieta splunęła z obrzydzeniem na popękaną jezdnię. Zaczęła powoli kiwać głową, acz językiem nacisnęła mocno podniebienie, a właściwie zainstalowaną w nim blaszkę Verv Industries — speców od kamuflażu. Jej ciało zniknęło wszystkim z oczu, a ona ruszyła naprzód, sięgnąwszy po swój kask, po czym odbiła w bok, ku wieżowcom.

— Jebana szmata! Strzelać!

Najemnicy strzelali na oślep w mroczną ulicę, sądząc, że Fever ucieka dalej ulicą. Ludzie w kebabowni wrzeszczeli, wciąż leżąc na ziemi z drżącymi rękami na głowach. Implant Verv Industries powodował pokrycie ciała i ściśle przylegającego do niego kombinezonu Fever cienką warstwą ciekłego polimeru, który utrudniał widzenie jej sylwetki w ruchu i uniemożliwiał to w nocy oraz gdy kobieta stała. Jednakże system ten szybko się wyczerpywał — gwarancja stu sekund.

Kobieta wykonała głęboki oddech i otwarła ogień do najemników, dalej uciekając tuż przy ścianie wieżowca. Kątem oczu widziała, jak dwóch mężczyzn natychmiast pada, a reszta zaczyna strzelać dosłownie dookoła siebie. Ukrywszy się za jednym z wraków za najemnikami, kobieta wychyliła się i zastrzeliła trzeciego, aczkolwiek na tym wymiana ognia z jej strony się zakończyła, albowiem pozostała dwójka od razu zrozumiała, gdzie ona się znajduje. Kilka sekund później ciekły polimer wokół jej ciała wysechł i odpadł od kombinezonu w formie delikatnej błony. Zintegrowany z ciałem implant odzyskiwał zdolność do emisji kamuflażowego polimeru po około dziesięciu minutach gromadzenia odpowiednich minerałów z organizmu. Fever wiedziała, że Arsenał nigdy w życiu nie dopuści do tego, by ponownie uruchomiła swojego asa w rękawie.

— W-wyjdź, suko, i staw nam czoła, a nie biegasz… i… — krzyczał łysol, podczas gdy pociski drugiego grzęzły w zardzewiałej karoserii starego samochodu, za którym ukrywała się dysząca Fever. — Biegasz w kółko, jak tchórz z pieprzonym kamuflatorem!

— Czyli pięciu uzbrojonych po zęby facetów z Arsenału kontra jedna ja było uczciwe, zjebany chuju?!

Czekała, aż gość przestanie strzelać, by się wychylić i posłać ich do piachu jedną serią z maszynówki, która miała przetrzebić karoserię małej taksówki, za którą byli skryci.

— Naprawdę myślisz, że uwierzę, iż Pies, który mnie osobiście wysłał na tę misję, puścił za mną list gończy? — zawołała Fever.

— W sraczu mam, w co uwierzysz. Wiem, co szefostwo przekazało: słynna Fever poczuła chrapkę na cel ukryty przez Kocicę, więc za plecami swojego pracodawcy postanowiła zrobić kapustę.

Kocica była siostrą Psa. Nikt nie zna ich tożsamości, ale wiadomo, że są biologicznym rodzeństwem. O ile Pies to pierwszorzędny zawodnik od poszukiwania ludzi, to Kocica jest legendarną specjalistką od tego odwrotności — znika swoich klientów. Rodzeństwo ma w mieście swoisty monopol na te dwie branże na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. Jeżeli poszukiwany uda się do Kocicy, zanim poszukujący zatrudni Psa, Pies bezwzględnie odmówi ścigania, i vice versa. Oboje znają listy swoich klientów i ściśle ze sobą współpracują, ciesząc się uznaniem jako wybitny businessman i businesswoman. Naruszenie zasady „kto pierwszy, ten lepszy” przez cwaniaka, który usiłuje zrobić na boku mnóstwo kasandry, równoznaczne jest z podpisaniem swojego wyroku śmierci, który wykonany zostanie przez połączone siły Psa i Kocicę — konsekwencja ta jest jednym z koniecznych ogniw bardzo dobrze naoliwionych mechanizmów podziemnej gospodarki New Atlantic.

Przeciwnicy przestali strzelać. Zegar w kasku pokazywał, że pozostaje jeszcze siedem minut na naładowanie implantu kamuflażowego.

Fever była przekonana, że to albo jedna wielka pomyłka, albo zwyczajny blef — może Arsenał próbował coś pokazać Psowi, może to wszystko było jakąś pogróżką przed działaniem na ich terenie. W każdym razie w tej chwili musiała kupić sobie tyle czasu, ile tylko mogła:

— Pies zawsze takie rzeczy sprawdza przed zatwierdzeniem umowy z poszukiwaczem. Nie zgodziłby się na poszukiwania, gdyby wyszło na jaw, że poszukiwany zatrudnił Kocicę. Zamordowałeś agentkę i pilota Psa! Nie masz pojęcia, jak mocno dopierdoli on za spieprzoną operację Arsenałowi. Jeżeli teraz się wycofacie, być może przeżyjecie. Bez względu na to, wiedzcie, że do końca życia będziecie srali pod siebie za każdym razem, gdy usłyszycie na ulicy jebane hau-hau.

Odpowiedział jej tylko wiatr targający okoliczne liście i dalekie odgłosy syren z innych rejonów miasta. Dudnienie krwi w uszach Fever sprawiało, że oczekiwanie reakcji najemników na jej słowa przeciągało się w nieskończoność. Po kilkunastu sekundach kobieta kontynuowała:

— Przez ciszę rozumiem, że dopiero teraz to do was dotarło? To, że nadepnęliście na odcisk niewłaściwemu zawodnikowi? Nawet Kocica pomoże bratu was rozpierdolić. Ba, wasze szefostwo was rozkurwi za to, co…

Wtem za Fever rozbrzmiało przeładowanie karabinka Versace 1510.

Kobieta głośno przełknęła ślinę i się odwróciła.

— Akuku! — Łysy skurwiel się uśmiechnął. — A teraz adiós!

Nagle wizjer w kasku kobiety został pokryty czerwoną substancją. Ułamek sekundy po tym ciszę przeszył swoisty wybuch kilkadziesiąt metrów na wschód. Czoło łysego najemnika było ozdobione na wylot dziurą wielkości piłki tenisowej. Nie minęła kolejna sekunda, a wielkie cielsko upadło na plecy.

— O kurwa! — zawołał ostatni najemnik kryjący się za samochodem naprzeciwko oniemiałej Fever.

Kobieta instynktownie powstała i wycelowawszy w panikującego najemnika, przetrzebiła krótką serią jego krtań i głowę, a gdy bezładne ciało grzmotnęło o spękaną jezdnię, rzuciła broń i uniosła drżące ręce:

— Jestem oficjalną operatorką Psa wykonującą autoryzowane poszukiwanie osoby ukrywającej się przed jego klientem. Kimkolwiek jesteś, dziękuję za uratowanie mi życia.

Kobieta stała tak przez kilka minut, oczekując kontaktu od tajemniczego wyzwoliciela od okowów bardzo niespodziewanej śmierci. Gdy kebabownia opustoszała w panice klientów uciekających po stwierdzeniu, że strzelanina dobiegła końca, spomiędzy wieżowców na wschodzie wyłonił się powoli mężczyzna w czarnym płaszczu, z karabinem snajperskim na plecach. Był to może trzydziestoletni brunet z czarnymi okularami noktowizyjnymi ze wspomaganiem celowania dla strzelców wyborowych. Mężczyzna skinął głową, po czym wyjawił:

— Kryptonim Alias. Działam z polecenia zainteresowanej sprawą osoby trzeciej.

— Raz jeszcze dziękuję ci za uratowanie mi życia, ale nie owijajmy tego w bawełnę: dlaczego mi pomogłeś?

Mężczyzna rozejrzał się po okolicy, najwyraźniej sprawdzając zdalnie oznaki życiowe najemników. Odpowiedział drżącej Fever dopiero po kilku sekundach:

— Mój pracodawca mi kazał.

— Kto jest twoim pracodawcą?!

Mężczyzna zbliżył się do zwłok łysego najemnika. Nie odrywając od niego spojrzenia, odparł:

— To mało istotne w tej chwili. Istotne jest, że Arsenał nie kłamał. Pies wystawił list gończy za tobą, a że to Arsenał rządzi Kallą, wasze wątpliwie przyjemne starcie było nieodzowne.

— Mało istotne?! — Fever złapała się za głowę. — Oni zamordowali mojego przyjaciela i jedną z lokalnych agentek. Nie zdołali zabić mnie, ale wypełniam zadanie Psa, który przecież nie zleciłby poszukiwania osoby chronionej przez Kocicę!

— Jesteś najprostszym sposobem na pozbycie się problemu, w który wdepnął twój pracodawca. — Alias ukląkł przy ociekającym krwią łysym najemniku, po czym sięgnął pod jego pancerz. — Zapewne nic osobistego. Biznes.

— Jakiego problemu?! Jebany list gończy to coś raczej, kurwa, osobistego, czyż nie?!

Wciąż nie wierzyła, że jej własny szef coś takiego by jej zrobił. Była elitarna. Była jednym z jego najbardziej lojalnych operatorów. Myśl, że Pies by ją wystawił, po prostu nie zgadzała się z niczym, co wiedziała.

Mężczyzna w milczeniu grzebał pod pancerzem, zupełnie ignorując wariującą Fever.

— Słyszysz, co do ciebie mówię?!

Po kilku kolejnych sekundach Alias wyjął spod pancerza najemnika wojskowy radiotelefon.

— Przekonajmy się jakiego problemu. Z łaski swojej zamilknij teraz na chwilę. — Mężczyzna zbliżył komunikator do ust. — Alias, alfa-lima-india-alfa-sierra, Alias do alfa-romeo-sierra-trzy-jeden, alfa-romeo-sierra-trzy-jeden, alfa-romeo-sierra-trzy-jeden. Odbiór.

— Teraz nas namierzą i wyślą kolejny pluton, żeby nas rozpieprzyć! Co ty, do diaska, wyprawiasz?!

Alias uniósł palec uciszająco.

— Alfa-romeo-sierra-trzy-jeden do zulu-foxtrot-trzy-zero-dwa, przyjąłem Alias. Identyfikator nieautoryzowany. Podaj powód. Odbiór — odpowiedziało trzeszczenie w radiotelefonie.

— Jednostka zulu-foxtrot-trzy-zero-dwa została zneutralizowana. Proszę o natychmiastowe połączenie z dyrektorem generalnym Arsenału. Odbiór.

— Sz-szefa całego jebanego Arsenału?! — wyszeptała blednąca Fever. — Czyżby cię całkowicie posrało?!

Alias uniósł palec na uciszenie kobiety. Tymczasem rozmówca radiowy przez kilka sekund milczał, jak gdyby nie był pewien, jak zareagować na zarówno tę wiadomość, jak i prośbę.

— …Natychmiast się zidentyfikuj. W przeciwnym razie zostaniesz poddany natychmiastowej terminacji rakietowej przez drony zawieszone nad Kallą. Odbiór.

Fever niemająca już żadnego pojęcia, co się dzieje, popatrzyła na twarz Aliasa, który zdjął okulary noktowizyjne i po raz pierwszy się uśmiechnął:

— Teraz poznasz mojego pracodawcę.


O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License